Program lojalnościowy

Bo to co nas podnieca, to się nazywa kasa …. śpiewała królowa polskiej estrady Maryla Rodowicz.  Ten cytat nie znalazł się przypadkowo. Kasa, kasa i jeszcze raz kasa, a poza tym chyba już niewiele.  Patrząc na braki pracowników i problemy z obsadą linii, trafiłem przez przypadek na ogłoszenie jednego z dyskontów, które wyglądało jak powieleniem naszego ogłoszenia, dotyczącego zatrudnienia pracowników produkcji. A może to nasze było powieleniem tamtego, niestety tego nie jestem w stanie sprawdzić.  Jednak rzucały się w oczy dosyć  istotne różnice. Dużo wyższa stawka i pełen etat . Niby drobnostka, a przy proponowanych takich samych benefitach to chyba bardzo dużo. Benefitach, bo tak to nazywają pracodawcy, a my nazywamy to zobowiązaniami ustawowymi oraz pozapłacowym dodatkiem do wynagrodzenia. Bo cóż takiego pojawia się dodatkowo dla pracownika. Paczki na święta i dzień dziecka, to nic innego jak pieniądze z Funduszu Socjalnego, którym pracodawca jedynie administruje.  To samo dotyczy wczasów pod grusza oraz karty multisport. I tak  wystarczy ruch związków zawodowych, podczas opracowywania preliminarza, aby te dopłaty prysły jak bańka mydlana. Dopłaty do posiłków to nic innego jak dawny zapis z ZUZP który został poszerzony na wszystkich pracowników. Bo jak ja to nazywam, komuś żal d..ę ścisnął, że robole maja coś dodatkowo więcej. Zresztą to samo dotyczyło jubileuszy, które co prawda obciążały finansowo firmę, ale były rozwiązaniem zapisanym w ZUZP i nie dotyczyły wszystkich zatrudnionych. Nie dotyczyły wszystkich, bo swego czasu, to pracodawca  robił zabiegi, aby pewne grupy pracowników wykluczyć z Układu Zbiorowego Pracy. Z benefitów (jak to nazywa pracodawca) pozostają tak naprawdę prywatna opieka medyczna oraz dodatkowe ubezpieczenie. Ale tak naprawdę, te rozwiązania oferuje już 90% firm, które walczą o rynek pracownika. Ale benefitami i super okazjami jesteśmy atakowani zewsząd. Zapraszamy, kup dwa misie, kotek za darmo. Coraz częściej  jest to nachalny atak, na kupujących, petentów oraz pracowników.  Zaczynamy gubić się w tym świadku, co przekłada się  na nasza frustracje i zachowanie w życiu codziennym. Czy zatem ten sposób życia przekłada się także na naszą pracę i to co w danym momencie oferuje nam pracodawca. Jego rozrzutność wobec różnego rodzaju działań wizerunkowych i reklamowych nie do końca przekłada się na działania skierowane ku polepszeniu bytu pracowników danej firmy. Czym próbuje nas zachęcić  jeszcze bardziej i zmotywować do wytwarzania dobra, które później przełoży się na wynagrodzenia i zyski firmy. Wobec innych firm i zakładów nasza propozycja wygląda blado i standardowo. Oczywiście jest to też wina  związków zawodowych, które w pewnym momencie zbyt asekuracyjnie działały. Wynikało to z troski o sytuację zakładu i bezpieczeństwo zatrudnienia. Nie ukrywajmy, że tracąc uwagę i zaangażowanie,  przełożyło się to na utratę pewnych zobowiązań. Ale czy tylko wina spada na związki zawodowe. Powiem nie i czynię to ze pełną odpowiedzialnością. Zaczynając o zaangażowania, to większości nie zależało na ich utrzymaniu, bo nie byli biorcami tych zapisów. Przecież pracownicy, liderzy oraz szereg specjalistów  byli  w Zakładowym Układzie Zbiorowym Pracy, który pewne benefity i  ponad systemowe rozwiązania miał zapisany w swojej  treści. Jednak wszyscy rozmieniliśmy się na drobne, znając słabą kondycję firmy w tamtym okresie. Każdy popełnia błędy, a błędem było obrona wartości firmy, co  przełożyło się na zmniejszenie wartości pracowników, którzy długo pracowali w tym zakładzie. To nie wybielanie się z odpowiedzialności, to krzyk związkowców, którzy  w pewnym momencie poczuli się oszukani. Z idei obrony zakładu, jako naszego miejsca pracy, trafiliśmy w skrajność i szukamy sposobu aby skutecznie bronić długoletnich pracowników, którzy stali się  zbędnym balastem. Oszustwem jest wpajanie że największą wartością firmy są pracownicy. To wytarty slogan, aby zmobilizować do  wysiłku i  większego zaangażowania. Bo chodzi o to że….bogatemu to i byk się ocieli.  A my musimy zadowolić się tym co za ciężką  pracę otrzymamy. I nie są to żadne benefity, jak ktoś stara się nam wpoić. Dlatego śmiem twierdzić ze żaden program lojalnościowy w naszym zakładzie nie istnieje. Aby to zmienić należałoby powrócić do korzeni, do idei które zawsze były ważne w tej firmie, od samego początku jej założenia i istnienia.

 

Related posts