Ja zawsze będę przy was

Kazanie ks. Jerzego Popiełuszki wygłoszone w Krakowie-Mistrzejowicach, w czasie Mszy św. za Ojczyznę, w czwartek, 30 sierpnia 1984 r., o godz. 19.00. Tekst z nagrania filmowego NTV.

Przyznam, że jeszcze w życiu nie miałem takiej tremy. Kiedy w czasach kleryckich z seminarzystami z Krakowa byliśmy w wojsku, mówiliśmy, że my, w Warszawie, jesteśmy ważniejsi, bo mamy prymasa. Ale teraz, kiedy Kraków ma papieża! To, o czym chcę mówić − właściwie mam napisane − zawsze piszę, żeby mi ktoś potem nie wmawiał słów, których nie wypowiedziałem. Dlatego niech to nikogo nie dziwi, że będę spoglądać na kartkę. To, co napisałem, to już przemyślałem. Moi drodzy, śmierć Jezusa Chrystusa na Krzyżu wbrew założeniom tych, którzy na śmierć Go skazali, nie była klęską, ale zwycięstwem. Krew Chrystusa przelana na Krzyżu stała się źródłem zbawienia, otworzyła ludzkości powrót do domu Ojca w Królestwie Niebieskim, królestwie prawdy, miłości, sprawiedliwości i pokoju. Obowiązek budowania królestwa na takich właśnie zasadach Jezus Chrystus nałożył na wszystkich, którzy zawarli z Nim przymierze poprzez sakrament Chrztu św. Naród polski, od ponad tysiąca lat, zjednoczony z Chrystusem i z Jego nauką, zawsze był wierny Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie. Hasło „Bóg i Ojczyzna” było nierozdzielnym elementem dziejów naszego narodu. Polski lud zawsze potrafił łączyć ofiarę życia z ofiarą Chrystusa, aby dzięki temu zjednoczeniu nic nie zginęło, ale by wszystko stawało się ożywczą substancją dla przyszłych pokoleń. Wielkie były cierpienia polskiego narodu i wiele krwi przelano w jego dziejach, zwłaszcza w czasie ostatnich dwustu lat, w czasie zaborów, różnych powstań i zrywów narodowych. Wielkie były cierpienia narodu polskiego w czasie II wojny światowej, szczególnie w Powstaniu Warszawskim. Wielką ofiarę cierpienia, a także i krwi, złożył nasz naród i po II wojnie światowej. Ofiarę tym większą i tym boleśniejszą, że dokonywała się ona rękami braci, których ta sama ziemia, Matka-Polska, wykarmiła. Nie chcemy dzisiaj tych spraw rozpatrywać szczegółowo, bo przecież nie o to chodzi. Poza tym wielu z was te problemy po II wojnie światowej zna dużo lepiej ode mnie i trzeba sobie to mocno uświadomić szczególnie dzisiaj, że na cierpieniach najlepszych synów Polski Podziemnej i Armii Krajowej, na uwięzieniu świętej pamięci ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego, na cierpieniach robotników Wielkopolski w roku 1956, na bolesnym doświadczeniu młodzieży zroku 1968, na tragicznym grudniu roku 1970, na haniebnych wyrokach na robotników z Ursusa i z Radomia z roku 1976, wyrósł kolejny zryw ludzi zjednoczonych we wspólnej trosce oDom Ojczysty w roku 1980. Wyrosła „Solidarność”, „Solidarność”, która wykazała, że naród zjednoczony z Bogiem i braćmi zdolny jest wielu rzeczy dokonać. Zjednoczony z Bogiem i z braćmi, bo wiemy, że „Solidarność” rodziła się na kolanach. Z różańcem w ręku, z pieśniami patriotycznymi i religijnymi na ustach wyrosła „Solidarność”, która bardziej niż o chleb powszedni wołała o prawdę, o sprawiedliwość, o godność człowieka i godność pracy ludzkiej. Przyjrzyjmy się nieco szczegółowiej tym wołaniom. Bardziej niż o chleb powszedni „Solidarność wołała” o godność człowieka. Trzeba dzisiaj bardzo dużo mówić o wysokiej godności człowieka, aby zrozumieć, że człowiek przerasta wszystko, co może istnieć na świecie prócz Boga. Człowiek przerasta mądrość całego świata. Zachować godność człowieka − to pozostać wewnętrznie człowiekiem wolnym, nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia. Pozostać sobą, żyć w prawdzie − to jakieś minimum, aby nie zatrzeć w sobie obrazu dziecka Bożego. Zmarły Prymas Tysiąclecia mówił, że kariera każdego człowieka na ziemi zaczyna się w pieluszce, choćby dzisiaj nosił mundur ambasadora czy generała, i w pieluszce, choć nieco może większej, skończy się wraz z jego odejściem. I dlatego nie wystarczy urodzić się człowiekiem − trzeba jeszcze być człowiekiem. Zachować godność − to być sobą w każdej sytuacji życiowej, to stać przy prawdzie, choćby miała ona nas wiele kosztować. Bo prawda w czynach czy prawda wypowiadana w słowach, kosztuje. Tylko za plewy się nie płaci, ale za pszeniczne ziarno często trzeba drogo zapłacić. Prawdy nigdy człowiekowi nie wolno zdradzić. Mówił już kiedyś poeta Novalis (wł. właściwie Georg Phiipp Friedrich Freiherr von Hardenberg), że „człowiek opiera się na prawdzie i jeżeli zdradza prawdę, zdradza siebie. Kłamstwo poniża ludzką godność i zawsze było cechą niewolników, było cechą ludzi małych”. A Ojciec św. w lutym ubiegłego roku wołał: „Nie jesteś niewolnikiem. Nie wolno ci być niewolnikiem. Jesteś synem”. Zachować godność to żyć w zgodzie z sumieniem. To budować i kształtować w sobie sumienie prawe. To dbać o sumienie narodowe, bo wiemy, że gdy sumienie zawodziło, dochodziło do wielkich nieszczęść w naszej historii. Jednak, gdy sumienie narodowe zaczynało się budzić, ożywiać się poczuciem odpowiedzialności za dom ojczysty, wtedy następowało odrodzenie narodów. Tak było w czasie zrywów powstańczych, tak było i w czasie zrywu „Solidarności”. Obudziło się sumienie milionów ludzi zatroskanych o dobro domu ojczystego. Zachować godność  człowieka to żyć bez zakłamania. Mówił przed laty Prymas Tysiąclecia, że iluż to w Polce jest takich ludzi, którzy udawali ateistów z obawy i z lęku czy z trwogi. To jest ciężkie okaleczenie psychiki ludzkiej, która później wydaje złe owoce, rzutuje na przyszłość. „Solidarność” umożliwiła zrzucenie maski obłudy i pod tym względem, mówiąc o godności człowieka, gwoli sprawiedliwości, kieruję chociaż jedno zdanie do tych, którzy pełnią nie wdzięczne zawody. Zachowaj godność, bo jesteś aż człowiekiem, bo w każdym człowieku jest ślad Boga, bez względu na to, jaki byś zawód wykonywał − jesteś aż człowiekiem! Zawód ma być dla człowieka, a nie człowiek dla zawodu. Pełna prawda wymaga, aby człowiek nie był dl systemu, ale system dla człowieka. „Solidarność” bardziej niż o chleb powszedni wołała o godność pracy ludzkiej, o prawo do takich warunków pracy, by ludzkie siły za szybko nie słabły, by człowiek nie był przedwcześnie wyniszczony. Nie jest rzeczą bowiem najważniejszą, aby w krótkim czasie zrobić wiele, ale żeby przez długi czas dobrze pracować. Nie można człowieka czynić narzędziem produkcji i niewolnikiem jego własnych wytworów, bo to obdziera go z jego prawdziwej wartości. „Solidarność” bardziej niż o chleb powszedni wołała o sprawiedliwość. Źródłem sprawiedliwości jest sam Bóg, a człowiek sprawiedliwy to ten, który kieruje się prawdą imiłością, bo im więcej w człowieku jest prawdy i miłości, tym więcej jest i sprawiedliwości. Gdzie brak jest miłości, dobra, prawdy, to na ich miejsce wchodzi nienawiść, kłamstwo i przemoc. Stąd tak boleśnie odczuwana i widoczna jest niesprawiedliwość w krajach, gdzie władanie opiera się nie na służbie i miłości, ale na przemocy i zniewoleniu. Sprawiedliwość czynić i o sprawiedliwość wołać mają obowiązek wszyscy bez wyjątku, bo już przed wiekami powiedział znany filozof, że złe to czasy, gdy sprawiedliwość nabiera wody w usta. Sprawiedliwość nakazuje nam więc dzisiaj, w czwartą rocznicę narodzenia się „Solidarności”, uświadomić sobie to wielkie dzieło, jakiego dokonała ona w przebudowie świadomości Polaków, nie pomijając jednocześnie i tego, co czasami było w niej niedojrzałe, ale co wynikało z braku do świadczenia, a nie ze złej woli. Te słowa wypowiedział Ojciec Święty o „Solidarności” – mówił o wielkim wysiłku, jakiego dokonali ludzie pracy w mojej Ojczyźnie, ażeby zabezpieczyć prawdziwą godność człowieka pracy, stąd też sprawiedliwość nakazuje domagać się, aby ludzie pracy mogli zrzeszać się w odpowiadające im związki zawodowe, aby młodzież miała prawo tworzyć organizacje odpowiadające jej aspiracjom i światopoglądowi, aby na wyższych uczelniach szanowano wolę większości przy wyborze rektorów. Sprawiedliwość nakazuje, aby ciesząc się z powrotu naszych sióstr i braci z więzień na mocy amnestii, upominać się o uwolnienie wszystkich bez wyjątku, wszystkich, którzy działali z pobudek politycznych, na czele z Bogdanem Lisem i z ks. Sylwestrem Zychem, wbrew temu (bardzo prosiliśmy, żeby nie przerywać, kochani, ja czuję bicie waszego serca, to jest chyba najlepsza odpowiedź, to są najlepsze brawa), wbrew temu, co często się zarzuca, zresztą i co się znalazło również i w akcie oskarżenia. To, co mówili, jest gloryfikacją „Solidarności” i jej przywódców. Jest to dawanie świadectwa prawdzie i wypełnianie wymogów sprawiedliwości. Przecież „Solidarność” zrodziła się jako zryw patriotyczny narodu, a nie jako związek zawodowy o tej nazwie. Porozumienie było zawierane w sierpniu 1980 roku nie ze związkiem zawodowym, ale z ruchem narodowym „Solidarność”. Jako związek zawodowy „Solidarność”, została ukształtowana parę miesięcy później. Od czasu rozwiązania „Solidarności” jako związku zawodowego stała się ona znowu ideą w narodzie, a walka z ideą jest z góry skazana na niepowodzenie. Tej idei nic nie zdoła pokonać, bo jest ona mocno zakorzeniona w sercach milionów, bo zapłacono za nią wielką cenę. Zapłacono za nią cenę krwi, łez, cenę ukrywania się, poniewierki i więzienia. Dlatego nikomu nie wolno słowem „Solidarność” poniewierać i zamykać go rzekomo w niechlubnej przeszłości, poniewierać tym słowem, o którym z szacunkiem mówi cały świat, o którym Ojciec św. powiedział, że jest chlubnym słowem i które zostało nagrodzone najwyższym światowym odznaczeniem − Pokojową Nagrodą Nobla. Nadzieje z sierpnia 1980 roku żyją, a my mamy moralny obowiązek pielęgnować je w sobie i z odwagą umacniać w naszych braciach. Trzeba wyzbyć się leku, który paraliżuje i zniewala umysł i ludzkie serce. Powtarzam zdanie, które bardzo często wypowiadam: że bać się trzeba tylko zdrady Chrystusa za parę srebrników i jałowego spokoju. Powtarzam: bać się trzeba tylko zdrady Chrystusa za parę srebrników i jałowego spokoju. Warto to zdanie sobie zapamiętać. Mamy obowiązek dawania świadectwa prawdzie o sierpniu 1980 roku tak, jak to świadectwo dawali przez prawie trzy lata przywódcy związku zawodowego „Solidarność”. Mamy obowiązek domagać się, by nadzieje narodu zaczęły się wreszcie realizować. Trzeba więc w końcu zasiąść do stołu i w szczerym dialogu, mając na uwadze dobro Ojczyzny, szukać właściwego rozwiązania wszelkich problemów. Trzeba zasiąść do stołu z autentycznymi przedstawicielami narodu, z tymi, którym naród zaufał i tego zaufania nie cofnął, a nie stwarzać fikcji rozmów ze sztucznie powołanymi do istnienia organizacjami. Pisali w swoim czasie biskupi, że stronami ugody społecznej jest władza rządząca i wiarygodni przedstawiciele grup społecznych, w tym mająca szeroką aprobatę społeczną „Solidarność”. Trzeba do końca usunąć bariery przeszkadzające dialogowi narodu z władzą. Trzeba naprawić krzywdy, zwłaszcza moralne, wyrządzone tym, którzy na swój sposób bezinteresownie ukochali Ojczyznę. Trzeba umożliwić bezwarunkowy powrót do normalnego życia wszystkim ukrywającym się, bo oni już złożyli na ołtarzu Ojczyzny wysoką ofiarę poniewierki. Wiemy dobrze, że naród polski nie nosi w sobie nienawiści i dlatego zdolny jest wiele przebaczyć, ale tylko za cenę powrotu do prawdy, bo prawda i tylko prawda jest podstawowym warunkiem zaufania. Aby pielęgnować w sobie i braciach ideę, która była i jest nadzieją na lepsze jutro, potrzebne jest męstwo, potrzebna jest cnota męstwa, powtarzam cnota męstwa, która jest przezwyciężeniem ludzkiej słabości, zwłaszcza lęku i strachu. Mówił Ojciec święty, że prawdziwie roztropnym i sprawiedliwym może być tylko człowiek mężny. Zakończmy może nasze dzisiejsze rozważanie słowami Ojca świętego: „Niech serce Matki sprawi, byśmy nie zaprzestali wysiłku o prawdę i sprawiedliwość, o wolność i godność naszego życia. Trwajmy na drodze prawdy, sprawiedliwości i wolności. Trwajmy na drodze budowania solidarności serc i umysłów”. Niech nam w tym trwaniu dopomoże Pan Wszechmogący i Ta, która jest naszą Matką i Królową. Amen.

 

Related posts