MECHANICY

Uszanowanie wszystkim

To nie jest pisanina dla jenteligentów o starganej nerwowości. Od razu proponuję, aby dalej czytali tylko ludzie spokojnej natury, lub które dzięki farmaceutycznym medykamentom, należą do pacjentów, którzy w celu spokojności ducha, obcują z usługami, które uzyskują za składki, jakie odprowadzają do NFZ. Ale do rzeczy. Jakby, kto tak chciał z Panem Alojzym się założyć, to każdą forsę gotów jest On postawić, że najwięcej jest w obecnem czasie literatów. Gdzie siem nie pójdzie, wszyscy piszą, aż się dymi, a najwięcej lidery lub techniki. Pewnego dnia Pan Alojzy zaszedł na warsztat, gdzie z daleka już wypatrzył znajomą sylwetkę Pana Wacka, przy biurku pracującego. To w okno się zerknie, to trochę popisze, to w sufit się patrzy, ołówek gryzie i znowuż litery stawia.                        

Odpowiedział zapracowany Wacek Kurzajka, któren uskuteczniał zatrudnienie mechanika w zakładzie. Wacek był jednym z najstarszych pracowników zakładu, który z niejednego pieca chleb jadł.

Po godzince się zjawia i oczom nie dowierza. Pisze chłopina, aż pot mu oczy zalewa, bo to nie o jakieś tam poezje się rozchodzi, tylko o rzecz poważną. Rybę trza opisać. Tutaj wtronce, bo pamiętacie chyba, do czego doprowadziłoby Was przekonanie, że nie trzeba nic pisać? Mieliby Wy z tem dużo trudności, bo biurekracja niemożebnie by podgrymaszała i to nie tak jak dawniej bywało, ale teraz to niechybnie na portfelu to by sie odbiło.

Alojzy zauważył, że Wacek lekko przyblakł i wyglądał na silnie wystraszonego. Mocno pochylił się nad protokółem, ścisnął kartkę we dłoniach i z wyrzutem  spojrzał na Alojzego. Oczekiwał od niego rzeczowych informacji po spotkaniu z kierownictwem zakładu w sprawie planowanych zmian.

Tymi słowami Pan Alojzy pożegnał się z Wackiem Kurzajką.

Related posts