KAŻDA LISZKA SWÓJ OGONEK CHWALI

Każda liszka swój ogonek chwali. Chyba nie ma nikogo kto by nie znał tego przysłowia. Znaczy ono, że każdy człowiek lubi się chwalić i przypisywać sobie różne zasługi, niekiedy zresztą bezpodstawnie. Mówimy tak, gdy chcemy dać do zrozumienia, że najlepsze jest to, co dotyczy właśnie nas. Współcześnie można by ten zamysł oddać słowami: moje jest lepsze niż twoje, nasze jest lepsze niż wasze. Albo – cytując klasyka – „moje jest mojsze”. Obecnie są jednak czasy, gdy świadomość własnych zalet i umiejętność ich eksponowania stała się cenna i zalecana. W związku z tym, mówi się wręcz o umiejętności kochania samego siebie, gdyż „nie możesz kochać innych nie kochając samego siebie”. Umiejętność nazywania i prezentowania swoich zalet to podstawa pisania CV, rozmów rekrutacyjnych czy castingu. Dlatego umiejętność racjonalnego „chwalenia się”, stała się istotną kompetencją. Stąd też, mówienie o sobie w pozytywach, przestało być paskudnym samochwalstwem i egocentryzmem. Ale nie o tym chciałem wam wspomnieć. To samo chwalenie i działanie możemy przenieść na grunt pracodawcy, związków czy  pracowników. Wiele osób, szczególnie tych, którym bliska jest sprawiedliwość społeczna, czuje, że jesteśmy obecnie w wielkim bólu. Przy załamaniu klimatycznym, obecnej pandemii, zanieczyszczeniu i wielu praktykach korporacyjnego biznesu, odczuwamy niepokój oraz niepewność dalszej egzystencji, pracy czy też życia rodzinnego. Przy tym nieustannie wszystko mierzymy. Na przykład to, ile czego jest niszczone, a to zawsze opiera się na idei braku. Mierzenie opiera się na pokazywaniu, że cały czas będziemy mieli czegoś mniej i mniej. To także znajduje odzwierciedlenie w działalności związków zawodowych w naszych zakładach. Bo jeden przed drugim chce pokazać czy też zmierzyć, ile to on załatwił i w jaki sposób  to zrobił. I dochodzi do absurdu. Tak absurdu, bo oprócz faktycznego mierzenia się z pracodawcą, dochodzi następne działanie,  mierzenie się z konkurencją. Ale czy faktycznie z konkurencją, a może raczej z dziwnymi i absurdalnymi ambicjami. Przecież w samej idei związków zawodowych jest działanie, na rzecz pracowników.  Bez znaczenia który z nich, oraz w jaki sposób to załatwił, zmierzył czy też odrzucił. To takie proste. Dlatego Solidarność tą drogą zawsze szła i będzie nadal podążać. Nie oznacza jedna to, że przy tym wszystko było cacy, że nie popełniliśmy błędów. Wszystko (nawet błędy) było czynione z myślą i intencją, że robione jest to dla dobra pracowników. Czy jednak to było zrozumiałe? Śmiem  w to wątpić. Nie  dojrzeliśmy do tego, żeby pozbyć się słów takich jak „podział”, „wykluczenie” czy „rywalizacja”. Przecież nasz język, nasze pojmowanie świata i rzeczywistości dojrzewa razem z nami. Musimy więc dojrzeć, zamiast mierzyć to jak bardzo dorośliśmy. Mamy tendencję do opierania naszych jednostek miary na osiągnięciach technologicznych i tym, jak wiele informacji i danych jesteśmy w stanie przechowywać lub zgromadzić. Zapomnieliśmy, jak mówić naturalnie ale nauczyliśmy się mówić technicznie, ekonomicznie, antropocentrycznie (antropocentryzm, pogląd filozoficzny i religijny, według którego człowiek stanowi centrum świata). Bo myślenie i język to  także nasze zachowanie. Egoista nie zgodzi się na to, żeby ktoś go truł, okradał i oszukiwał. Podniesie głos, gdy ktoś go lekceważy i źle traktuje. Chce, żeby jego rodzinie, znajomym wiodło się dobrze, żeby bliscy byli bezpieczni i zadbani. Patrząc jednak z innej perspektywy brak zaangażowania w przeciwdziałanie temu, co na dłuższą metę robi krzywdę nam i naszym znajomym jest według mnie inną formą czyli konformizmem. Podczas gdy egoista dba o to, co mu bliskie, konformista godzi się na wszystko, co robią inni. Jeśli w obawie przed znalezieniem się poza grupą społeczną, do której należymy, przymykamy na coś oczy i wmawiamy sobie, że się nie dzieją, nie jesteśmy egoistami, a konformistami. Poza tym Ja czy inni działacze Solidarności świata nie zbawią, ale mogą go ubarwić i zadbać aby nie był gorszy. Jeśli wiem, że moi znajomi, bliscy czy członkowie związku potrzebują pomocy, to oczywiście zrobię, co w mojej mocy, ale na więcej wpływu nie mam. Czy zatem słyszeliście lub pomyśleliście kiedyś, że ludzie są zbytnimi egoistami, żeby żyć bardziej odpowiedzialnie lub świadomie? Na koniec to nie błąd w przysłowiu czyli liszka nie pliszka.  W staropolskim przysłowiu,  liszka czyli w obecnym znaczeniu lisica, chwaliła się

Related posts